wiecej
Słownik Motywów Filmowych

Były dwa takie momenty w ostatnich dniach, kiedy świat zewnętrzny zniknął, a ja pozostałam tylko sama ze sobą. Porwana jak w bajce do samotnego, ale pięknego świata emocji. Przytulona do samej siebie. Zakochana w chwili. Uważna i podniosła.

 

Jeden z nich wyobrażałam sobie setki razy. Najpełniej, najpiękniej i najbardziej wzruszająco na pierwszym roku studiów, kiedy czytałam "Doktorów" Segala.

Było oczywiście trochę inaczej. Trochę więcej szumu wokół, trochę bardziej duszno, może nieco bardziej radośnie. Pan po rektora (zamiast rektora) miał dykcję, którą też należałoby sobie wyobrazić inaczej. Ale najdziwniejsze było to, że kiedy zabrzmiały pierwsze słowa przysięgi, cały świat wokół nagle przestał się liczyć. Byłam ja i moje sacrum. Świat mówił tylko do mnie, a ja z mocą i pasją, odpowiadałam.

 

Drugie z wydarzeń (a właściwie pierwsze, bo wydarzyło się wcześniej), nigdy nie było przeze mnie wyobrażone. Właściwie w tej sferze życia zasadniczo nie miałam i nadal prawie nie mam wyobrażeń. Jednak doświadczenie uczy, że rzeczywistość natychmiast i tak by je przerosła.

Mój syn miał na moją uroczystość przygotowany odpowiedni strój - maleńki garniturek - jego pierwszy.

I mi - jako mamie - przypadło w udziale, wyprasowanie jego pierwszej koszuli. Świat nie zna większej magii. Spróbujcie sami. Mocne!

 

Ktoś mi kiedyś powiedział, że dla niego emocje, to najsilniejsze narkotyki. I nic już nie potrzebuje, aby poczuć życie bardziej.

Tak więc kochani, smacznego!


skamander, 2011-11-21 21:48:42 skomentuj (1)
Jeden z najpiękniejszych widoków na świecie - mój synek przenoszący w skupieniu pranie z łazienki do pokoju, uszczęśliwiony i poważny z podowu wielkiego zadania, które ma wykonać.

Drugi - mój uśmiechnięty pacjent, który po trzech tygodniach długiej walki wychodzi do domu. I wreszcie wygląda dobrze.

Trzeba się trochę zaktualizować.
Okrzepnąć.
Wyspać.

Życie mi smakuje. Zawsze.
skamander, 2011-11-04 14:49:23 skomentuj (1)
Śni mi się że umierasz. Wiem o tym i widzę jak stopniowo uchodzi z Ciebie zycie i łagodnieją rysy. Zupełnie inaczej niż mnie uczono, nie masz twarzy Hipokratesa, ale gaśniesz w nieograniczonej łagodności. Ta łagodność wręcz mnie uspokaja, kołysze i zagłebia w tym głupim, patetycznym śnie.

Wstaję z łóżka, wskakuję w sukienke i idę pisać LEP. Myśle sobie: "sen jest wynikiem stresu, normalne" itp, itd. Siedzę 4 godziny w wielkiej hali, piszę ten cholerny LEP i zajadam orzeszki. Nagle coś mnie uderza, coś sobie uświadamiam. Przez chwilę spoglądam uważniej.

Ty umierasz, ja tego nie chcę. Ale czuję spokój. Jest w nim coś nieprawdziwego, ale jednak jest wyraźny, namacalny. Łatwo się go złapać i uwierzyć, że to właśnie czuję. Nie zaglądać głębiej.

Budzę się i wiem napewno, że masz się świetnie. Uśmiecham się do tej myśli i mojego bezsensownego snu, wywołanego stresem i zmęczeniem. Wyłącznie.
skamander, 2011-09-26 10:41:04 skomentuj (0)
Uwaga, niesmaczne...

Wczoraj urządziłam sobie długi spacer z małym. Ponieważ ostatnio bardzo się brudzi, uważałam, żeby był cały czas czysty. Byliśmy spory kawał od domu, ze 3 km. Ja z dumą patrzyłam na jego czyste ubranko.

W pewnym momencie mały kaszlnoł, a potem zaczął wymiotować na siebie, na wózek, na mnie, na wszystko.
Nic na to nie wskazywało, był wcześniej radosnym, spokojnym dzieckiem.

Wiele się słyszy, że jakieś dziecko się zatruło i wymiotowało. Często mieliśmy o tym w szkole też, że dzieci wymiotują, że to się często zdarza itp.

Ale kiedy widzi się pierwszy raz wymioty u swojego małego dziecka, to jest szalenie stresujące.
Przecież taki maluch nie wie jak się przed tym bronić. Był przerażony i bezradny.
W pierwszej chwili ja też.

Szybko jednak wyjęłam go z wózka, postawiłam obok i pochyliłam.
Potem w ruch poszły chusteczki nawilżane (jak dobrze, że miałam je w torebce).
Kiedy ich używałam, trzęsły mi się ręce. Niby nic takiego, ale to był ogromny stres.

Zrobiłam co mogłam, choć sama miałam odruchy. Wsiadłam z biednym i brudnym maluchem do autobusu, ustawiłam wózek tak, żeby nikt go nie oglądał i mu nie przeszkadzał.

Weszłam do domu i pomyślałam "a teraz będziesz dzielną mamą i uratujesz swojego malucha".

Rozebrałam się i wjechałam wózkiem do łazienki. Szybko rozebrałam małego, wykąpałam, nakremowałam, ubrałam. Znów był piękny i pachnący, a humor go nie opuszczał.

Włożyłam go do łóżeczka, wyprałam jego ciuchy, wstawiłam cały wózek pod prysznic i dokładnie umyłam, po czym wyniosłam na balkon.

Sprzątnęłam pokój, spojrzałam na małego i pomyślałam, że jestem bardzo zmęczona, że było ciężko
ale przede wszystkim
DAŁAM SOBIE RADĘ.

Bycie mamą jest trudne i wspaniałe.

ps. dziś mały czuje się ok.
skamander, 2011-06-04 11:12:22 skomentuj (2)
Oczywiście oglądałam królewski ślub. Moją uwage przykuła królowa matka, jej dostojeństwo i pomyślalam sobie, że jej zazdroszczę roli jaką pełni w rodzinie.
Ale potem uświadomiłam sobie, że u mnie jest podobnie.
Mama mojej mamy - ukochana babcia jest własnie taka. Gromadziła wsytkich na święta u siebie (dopuki zdrowie pozwalało), zarządzała co i jak ma być zrobione. Nawet już na wózku mówiła jak po kolei co mamy przygotować.
A wszycy słuchali z miłości i szacuku, oraz dlatego, że każda rodzina potrzebuje swojej królowej. Królowa babcia:).
W tym roku zdrowie babci takie słabe, że nawet dyrygować za dużo nie mogła. Ale moja mama - osłabiona po operacji szybko weszła w rolę władczyni:). Patrzyłam na to trochę smutno. Bo to znaczy, że się wszyscy starzejemy, a i babcia ustępuje mamie miejsca.
Ściskam w duchu je obie i obiecuję pilnie się uczyć:)
skamander, 2011-04-30 09:33:22 skomentuj (1)
Rok temu o tej porze szykowałam Śniadanie Wielkanocne u mojego teścia. Mały natomiast skrzętnie gromadził oksytocynę i po kryjomu sączył ją do mojego krwioobiegu. W jego głowie bowiem, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia, zrodził się już kompletny Plan Porodowy.

Ja oczywiście nie byłam wtajemniczona i miałam zgoła inne plany. Oczekwiałam jerychońskich trąb i ogólnie, że bedzie trochę jak u Herberta, a dostałam coś bardziej w stylu Czesława Miłosza.

Zamiast akcji "odchodzą wody -> dostaję skurczów ->wszyscy biegają" dostałam lekkich mdłości i położyłam się spać.

Kiedy się obudziłam, J. gadał jakieś niezrozumiałe rzeczy. Jako że nie rozumiał moich odpowiedzi, postanowił zabrać mnie do szpitala, gdzie miano mnie naprawić przed powrotem do P.

W szpitalu jednak sprytny plan Juniora wyszedł na jaw i pojechaliśmy na górę.  Zastanawialiście się drodzy czytelnicy, czemu porodówka zawsze znajduje się na górze? Może po to, aby krew lepiej spływała ( sori, ale jako Kobiecie Poporodowej przystoją mi takie naturalistyczne żarty).

Potem była już krótka piłka. 3 godziny i 15 minut później, moim oczom ukazał się Mikroczłowiek. Wtedy był naprawdę mikro, nie to co teraz.

Czekała mnie magiczna Noc Kupały - rytualne przejście do nowego życia, które okazało się bardzo pokrewne staremu. I oswojone.

@@@

Dzisiaj - powiedzmy to sobie głośno - bardzo asertywny (Ne!!!) i tuptający Mikroczłowiek, w żadnym wypadku nie przypomina już pomarszczonego i niezbyt urodziwego dzidziusia, którego urodziłam.
To przystojny mężczyzna świadomy swojej wartości i z upodobaniem grający na cymbałkach.

Najlepszego Mikroczłowieku. Najlepszego!




skamander, 2011-04-04 08:31:27 skomentuj (2)
Wczorajszego wieczoru, kiedy przechadzałam się pospiesznie uliczkami rynku, zauroczyłam się Poznaniem.
Nigdy nie podejrzewałabym siebie o taką słabość charakteru.
A dziś muzyka kolejny raz ratuje mnie i leczy.
Muzykoterapia. Jak dobrze, że jest.
skamander, 2011-01-12 22:16:30 skomentuj (0)