Moja osobista mama, która kiedyś stanowiła dwupak dla mnie, nieposiada się ze szczęścia. "O ja, mojej małej córci rośnie brzuch" "mamo, w ciaży jestem" "jak urodzisz dziewczynkę i ona będzie w ciąży, to zobaczysz jak to jest".
Tata chce chłopaka. Co do dziewczynki mówi "chyba ojcu tego nie zrobisz". Mówi na dzidzię "bąbalaś" co jest pewną wskazówką tego, że już ją bez reszty pokochał niezależnie od płci.
Ja chyba zaczynam wierzyć, że niedługo bedzie nas więcej. Zaczynam widzieć dobre strony, jedna po drugiej, więcej i więcej.
Boję się. Tego, że nie umiem się tak siebie zaprzeć. Niespania. Związania z kimś przez 20 lat i bycia silnym dla tego kogoś. Myślę sobie jednak, że nic z tych rzeczy nie jest absolutne. Że nie wiem jak to jest. Nie wiem co się dostaje, co daje, co ma. Poza tym chyba czas, aby pewne sprawy sobie poukładać priorytetami.
Głupie to, ale czuję sie teraz sobie zbyt cenna, żeby umrzeć, mieć wypadek. Czuję się nieśmiertelna. I silna, bo chodze na zajęcia, bo daję radę:).
I chyba dzidzia mnie za język pociągneła, że tak otwarcie piszę. Cóż, jest czas kreacji i czas ciąży. Z dużym brzuchem i sercem na dłoni.
Dobrej jesieni.
skamander, 2009-11-16 18:15:05 skomentuj (2)
Zakładam słuchawki i tańczę. Ale tak naprawde to potrzeba mi lasu, żeby w nim śpiewać co tchu.
I jakiejś niespodzianki, prezentu od życia. Czegoś smacznego dla duszy.
Odstawiam słodycze - konieczny krok.
Wstaję co rano i biegnę na neurologię. I usmiecham się na niej do moich sprawnych mieśni i nerwów. Tylko do pacjentów jakoś śmiałości nie mam. Na neurologii nie ratuje się świata.
Katedry zatrzaskują przede mną drzwi. Dla mnie i mojego (jeszcze obcego) malucha, brakuje krzesła i powietrza. Są jednak i takie, gdzie panie tylko sympatycznie kiwają głową. I wtedy zaczynam wierzyć.
Labilna ja.
skamander, 2009-10-22 21:31:15 skomentuj (3)
Pod skórą zachodzi subtelna metamorfoza w wielu wymiarach psycho-fizycznych. Dni są kwantowe, kolorowe, głębokie.
Gotuję zupy, które mają teraz swój wielki come back do mojego jadłospisu i słucham starej i bardzo starej Madonny, która ma nie tyle come back, co swoje wielkie wejście.
Usmiecham się do jesieni.
skamander, 2009-10-02 10:21:16 skomentuj (0)
Zawsze kochałam pierwsze razy. Wszystko co pierwsze.
skamander, 2009-09-25 23:20:08 skomentuj (0)
Wprawić coś w ruch.
Mojego życia nie da się już chyba bardziej. Zadania jedno po drugim przychodzą, odbijają stopy i odchodzą.
Dzięki temu widzę chyba bardziej, jak to określił pewnien pan z USA, cały ten obraz. Jakkolwiek jednak nie byłby utopijny i przekonujący, jest jednak trochę inaczej.
Miło było się z nim zobaczyć. Taka egzotyka dnia codziennego. Coś bardzo, bardzo ciekawego.
Naprawdę chodzi o to, żeby się nie bać. Albo oswajać chociaż ten swój strach. Chociaż...
skamander, 2009-09-14 08:25:38 skomentuj (0)
skamander, 2009-08-28 18:17:30 skomentuj (0)
Wieczorem w walencjaskim pueblo (miasteczku miasta) czuje się poezję. Jest wreszcie lekki wiatr, droga na plażę pełna. Przed domami rodziny, cale rodziny, dzieci nawet, choć juz dochodzi 23.
Nawet matka z siedmiodoniowym noworodkiem na rekach. Zaczepiam ją, choc non ablo espaniol i na migi, troche pojedynczymi słowami mowie, że sliczne, że me gusta, dowiaduje sie, że to on-czyli chlopiec.
Ludzie chętnie zaczepiają samotną dziewczynę w letniej sukience. Albo chcą kasy, albo tylko pogadać, dowiedzieć sie skąd jestem. Czasem nie wiem czego chca, bo nic nie rozumiem.
Młody, szczupły, niewysoki Hiszpan śpiewa dla mnie piosenke, z której rozumiem tylko ¨tekjero´´ i ´´bejla¨. Domyslam się, że pewnie też chce kasy, albo sugeruje dogadać się w języku, który każdy zna i nie potrzeba słów. Ma jednak ciepły i egzotyczny głos, który zapada mi wpamieć, jeszcze zanim pospiesznie odchodzę.
Morze zaglusza mój spiew i właśnie tak ma być.
Nieopatrznie wracam ta samą drogą. Po dwóch minutach zaczepiona przez meżczyznę, który ma usta pełne dziwnych babli – opryszczka wneryczna warg? tak w każdym razie myśle. Jest z nim kolega, czarny, chromy, ten mówi po angielsku. Chcą mnie podwieźdź do domu, więc mowię, że wolę pójść i przyspieszam kroku.
Przede mna kobieta-motylek wiezie córkę (8-latkę?) na ramie roweru. Na mój widok zatrzymuje sie i pyta, czy chce czekolady ´´szokolade, hera, jazz?´´.
No tak, czego moglaby szukac napewno nie hiszpanska młoda dziewczyna o tej porze w ¨pueblo¨? Sama zaczynam sie sobie dziwić, ze wybrałam najkrótszą drogę z plaży.
Po płytkach chodnika biegaja ´´la kukaracza´´ jakby do rytmu znanej o nich piosenki. A ja sobie myśle, ze świat wcale nie jest taki poetycki jaki by się mógł wydawac.
Ale i tak jest napewno wystarczajaco dobry.
skamander, 2009-08-18 12:22:07 skomentuj (0)

